browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

W poszukiwaniu słońca i błękitnej zatoczki…

Posted by on 6 maja 2015

26 czerwca wstajemy, piękna pogoda za oknem zapowiada fajny dzień. Powoli zjadamy śniadanie i szykujemy się do odjazdu.  Wieczorem spakowałem już rowery na bagażniki – to zawsze zajmuje mi najwięcej czasu.  Zanim to zrobiłem udało nam się odwiedzić prawdziwy, duży sklep z wyposażeniem typowo campingowym w Porecu, gdzie zakupuje poszukiwaną od początku wczasów tablicę ostrzegawczą na rowery, pokrowiec na rowery oraz dużo innego sprzętu – szkoda,  że w Polsce w mojej okolicy nie ma takich miejsc.

O godzinie 10:30 ruszamy w poszukiwaniu słońca i ładnych  zatoczek, w końcu praktycznie nie pływaliśmy jeszcze w morzu w tym roku – z małymi wyjątkami.  Przed nami ok 230 km drogi, decyzja podjęta – wracamy do północnej Dalmacji.  Jedziemy w stronę Rijeki, głównie jednopasmową autostradą, a później wzdłuż wybrzeża, drogą przez Senj i dalej na południe.  Przez cały przejazd zastanawiamy się, który dokładnie rejon wybrać, czy coś nowego np. Wyspę KRK lub Rab? z piaszczystą plażą ? Ostatecznie stawiamy na sprawdzone rozwiązanie, nie chcemy już tracić czasu na poszukiwania odpowiedniego miejsca, jedziemy jeszcze kawałek dalej na południe. Droga wzdłuż wybrzeża daje nam popalić, kilkukrotnie widzimy przechodzące nad okolicznymi wyspami ulewy i burze, czasem wiatr mocniej dmuchnie w zestaw a ilość zakrętów na odcinku od Senj do Żigljen jest chyba niepoliczalna.

Robimy jeden krótki postój na rozprostowanie nóg i odpoczynek od zakrętów…

Po pokonaniu ok 210km w przeciągu 3,5 godziny dojeżdżamy do portu i widzimy jak właśnie odpływa nasz prom – jak się okazuje od jutra tj. 27.06 zmienia się rozkład i następny byłby za ok 15 minut, a my musimy poczekać prawie 1,5 godziny.

Nic nas jednak nie zniechęci, zakupujemy lody w okolicznym sklepiku i czekamy jako pierwsi do wjazdu na pokład.

Transfer na wyspę Pag zajmuje kilkanaście minut, płynęliśmy nim już rok temu tylko w przeciwnym kierunku – w drodze powrotnej do domu, tym razem mamy dużo lepsze nastroje, jeszcze kilka pięknych dni przed nami.

Pokład opuszczamy pośpiesznie, nie lubię tego momentu, gdyż zawsze obsługa promu ustawia nas na jednym ze środkowych pasów, który teoretycznie ma pierwszeństwo przy wyjeździe a mimo to z obu stron auta osobowe na siłę pchają się przed nas. Efekt jest taki, że jak wyjeżdżam to muszę uważać aby tył przyczepy nie zawadził o samochody stojące kilka centymetrów obok, a przecież w tym samym czasie trzeba jeszcze zwracać uwagę na obsługę i pieszych, których na promach nie brakuje.

przed nami ostatnie 10 km, które dzieli nas od sprawdzonego campingu Straśko (na którym w 2015 roku będą już wybudowane baseny).  Camping posiada parking na kilkanaście przyczep / camperów, jeszcze przed szlabanem, gdzie zostawia się sprzęt i rusza na poszukiwania swojej parceli. Tym razem aby nie robić zbędnych kilometrów dwukrotnie, najpierw odwiedzamy recepcje, ustalamy kilka wolnych parceli w rejonie który nas interesuje i idziemy wybrać, tą na której spędzimy najbliższych kilka dni – bo taki jest plan. Nie będziemy się przemieszczać, przyszedł czas na odpoczynek na tych wczasach. Parkujemy jakieś 80 metrów od morza, widok mamy częściowo przesłonięty ale morze widać, stoimy w pełnym cieniu.

no i najważniejsze… jest to czego szukaliśmy.

Prognozy też są optymistyczne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2VrNK