browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Majówka Czechy cz.II Camping Bamboo

Posted by on 11 maja 2014

W piątek 2 maja docieramy do miejscowości Litice nad Orlici, gdzie na samym końcu lokalnej drogi, a praktycznie i końcu świata czeka na nas Camping Bamboo ( który całkiem nieźle prezentował się w sieci  – http://bamboo-camp.cz/en/index.php ). Na miejsce docieramy ok 15-16 i od razu zaczynamy się rozpakowywać. Pogoda zgodnie z prognozami mocno się popsuła, zaczął padać deszcz a temperatura nie przekracza 9C.  Zanim solidnie się rozpadało – udało nam się w końcu przetestować nowe rowery, mało brakło a przejechałyby 2 wyjazd i pierwszy 1000km – ale na bagażniku rowerowym.

Camping Bamboo nastawiony jest głównie na turystów w domkach letniskowych ( z jednym małym oknem ), oraz amatorów spływów kajakowych, którzy zabierają ze sobą namioty. Jako 2 ekipy z przyczepami i jeden camper byliśmy traktowani jako atrakcja, lecz nie stanowiło to dla nas problemu.  Odnośnie spływu – właściciel poinformował nas, żeby się nie niepokoić podwyższeniem stanu wody w rzece w sobotę, gdyż organizowany jest spływ kajakowy i zostanie otwarta tama (wcale mnie to nie dziwiło bo rzeka przed tą operacją była zbyt płytka). Na terenie campingu jest bar, taka lokalna świetlica w której można napić się piwa, zjeść wędzoną na miejscu rybę (karp i pstrąg) oraz zjeść kiełbaskę z grilla gazowego i już ( być może w sezonie można tam zamówić jakiś obiad ).

Na plus należy dodać, że łazienki są faktycznie czyste i odnowione – tak jak w galerii na stronie campingu, a prąd w gniazdku jest „gęsty”. Główną atrakcją dla dzieci jest rzeka… można do niej wrzucać kamienie, patyki i oglądać kajakarzy czy też wędkarzy. Zrobiliśmy dla dzieci też fajny godzinny spacer, ruszając z campingu na pobliskie wzniesienie, przez które prowadziła linia kolejowa wraz z mostkiem i tunelem, trafiło nam się spotkać pociąg – były zadowolone, nawdychały się też świeżego górskiego powietrza.

W sobotę wybraliśmy  się do miejscowości Postejn, gdzie chcieliśmy zwiedzić ruiny zamku, lecz pogoda i stan zdrowia niektórych członków ekipy skutecznie nas odstraszyły. Ostatecznie wylądowaliśmy w cukierni zamkowej, gdzie każdy znalazł coś dla siebie. Później zza szyb samochodowych zwiedziliśmy kilka okolicznych miasteczek wypatrując atrakcji dla dzieci. Trafiliśmy w końcu do centrum handlowego, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy na camping, gdzie w ogrzewanym przedsionku spędziliśmy resztę dnia. W końcu przestał padać deszcz, a my zrobiliśmy porządne grillowanie. Pogoda dalej nie sprzyjała – na poniższej fotce widać jak unoszą się spaliny z naszego przyczepowego ogrzewania – rzadki widok o tej porze roku w ciągu dnia.

Niedziela zgodnie z prognozami była już o wiele cieplejsza – ok 15 stopni, przeważnie słoneczna i mogliśmy spokojnie wypuścić dzieci na dwór a sami powoli sprzątaliśmy nasze sprzęty i pakowaliśmy cały ekwipunek. Ja przygotowałem od razu cały sprzęt zabierany na wiosenne wyjazdy, który nie będzie nam teraz potrzebny, tym sposobem okazało się, że mieliśmy przynajmniej dwa razy więcej foteli niż potrzeba.

Powrót do domu – popełniamy duży błąd. Zamiast z campingu udać się do najkrótszą drogą do Polski (ok 30km do granicy w kierunku Miedzylesia), wybieramy drogę alternatywną w kierunku Głuchołazów – jadąc przez 135 km przez Czechy. Podczas jazdy postanawiamy się jeszcze zatrzymać na dobry obiad w Czeskiej restauracji. Znalezienie takiej z dużym parkingiem wcale nie było trudne , a sama restauracja była przygotowana do szybkiej obsługi dużej ilości głodnych gości. Na obiad tracimy max 40 minut.

Liczyliśmy, że ok godziny 17 będziemy już w domu, lecz droga przez Czechy prowadziła nonstop przez miejscowości z ograniczeniami od 30 do 50kmh. Droga bardzo nam się dłużyła, jedyne co poprawiało nam humory to piękne widoki. Liczne podjazdy, ostre zakręty, ograniczenia prędkości… sprawiają że po pokonaniu wzniesienia o wysokości ok 1050m udało nam się dotrzeć do Polski, lecz było już dawno po 16tej, a do domu zostało nam jeszcze 160km.

Wyjątkowo tym razem pochwalę nasze drogi, ruch mimo powrotów z majówki nie był duży i do domu dotarliśmy o 18:30 po 6,5 godzinach jazdy…

Majówka była stosunkowo udana, szczególnie jej pierwsza część, zarówno ze względu na pogodę, atrakcje dla dzieci, jak i jakość i otoczenie campingu. W porównaniu do roku ubiegłego pogoda była super, campingi także – nie możemy narzekać.

Przejechaliśmy łącznie 815 kilometrów, spalając średnio 10,5 litrów oleju napędowego na 100km. „Holownik zastępczy” przetestowany i gotowy na kolejne przygody z ogonkiem…

Kolejny wyjazd ? prawdopodobnie 12 czerwca po południu – prosto na wczasy w Chorwacji, mam nadzieje że spotkamy tam 100% ekipy majówkowej, ale o tym już w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

vED4