browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Ston, Dubrovnik, czyli jedziemy na zakupy.

Posted by on 23 sierpnia 2017

Jak już czytaliście w poprzednich wpisach, po dojechaniu do Prapratno mieliśmy trochę odpocząć od samochodu. Nie do końca się to udało, bo już następnego dnia odwiedziliśmy Ston, w poszukiwaniu siatki do łowienia ryb dla dzieci (co roku zapominamy spakować..).

Pod koniec maja siatek w Stonie nie było, za to przyjemnie pospacerowaliśmy, zjedliśmy nie za dobre lody i zrobiliśmy kilka fotek. Na mury „oczywiście” nie wchodzimy. Zwiedzimy je kiedyś w kwietniu czy też na początku maja.

Drugiego dnia syn nie odpuszczał, kluczyki od samochodu dalej leżały na wierzchu – nie było wyboru jedziemy do większego sklepu.

Kierunek Orebic jest nam znany, wiemy że jest tam duży Konzum, więc go odpuszczamy i jedziemy najpierw do Mali Ston a później dalej wzdłuż wybrzeża na południ.

Jako, że sklepów większych nie ma, a nam fajnie jedzie się magistralą, podziwiamy widoki… i jedziemy coraz dalej.

Wjeżdżamy do miejscowości Slano, gdzie jakiś tam sklep był, ale siatek brak. Jest tam duży hotel w ładnej zatoczce, jednak po głębszej analizie dna morskiego – wodorosty, stwierdzamy że nie chcielibyśmy w nim mieszkać.

Przy okazji trafiają nam się dwie mijanki, jedna z wozem strażackim druga z ciężarówką pełną żwiru na budowę plaży. Jest już prawie czerwiec a wszystko w budowie… Chorwaci mają czas, turysta poczeka a kasę zdąży i tak wydać. Podczas mijanki nasz samochód lekko osuwa się w dół na plażę, w końcu stoimy  metr nad nią a pod kołami tylko świeżo zrzucony drobny kamień. Było wesoło, część załogi dłuższą chwilę się nie odzywała, tym bardziej, że na magistralę wyjechaliśmy skrótem… niby po asfalcie, trochę stromo, jakoś samochód ledwo ledwo na jedynce pojechał na pełnym gazie.. 

Spotykamy jeszcze statek transportowy, który płynie do Prapratno, widać go na fotkach w poprzednim wpisie..

Teraz już nie będziemy zwiedzać miejscowości, za chwilę, za rogiem na pewno będzie jakiś sklep przy głównej drodze. Tak jechaliśmy aż trafiliśmy na kolejną atrakcję.. mostek, o którym ta sama część załogi wolałaby zapomnieć..

Później poszło już gładko, zjechaliśmy do samego portu, mijamy promy do Włoch i Zadaru, parkujemy za darmo pod Konzumem, budka jest, ale  przecież 31 maja, to jeszcze nie ma co zbierać kasy od swoich, obsługi brak.

Zakupy spożywcze zrobione, zapas piwa na najbliższe dni też jest… Wesoła sytuacja z kasy, gdzie mówię, że piw jest sixteen aby ułatwić liczenie, kasjerka nie bardzo kuma po angielsku więc pyta koleżanki czy sixteen to jest szesnaście. Przytaknąłem jej – tak, szesnaście, oczywiście cała kolejka Chorwatów w 2 kasach wybuchnęła śmiechem i wesoło pogadaliśmy tam chwile.

Po zakupach, gdzie siatek do łowienia ryb dalej nie było udajemy się na camping Solitudo, skoro już tu jesteśmy to trzeba sprawdzić bazę wypadową w tej okolicy. Niestety camping nie przypadł nam do gustu na ten pobyt, nie jest to miejsce przyjazne dzieciom, do plaży jest stromo, dość daleko a parcele i trawniki w części nad morzem nie są jeszcze skoszone. Na 1/4 campingu jest rezerwacja na zlot ACSI, na drugiej części trwa modernizacja, remont parceli, nie działa część sanitariatów – też są w remoncie. Przecież do sezonu jeszcze tak daleko…  Camping jest ok pod warunkiem, że przyjedziemy tu na 2-3 dni aby dokładnie zwiedzić Dubrovnik, najlepiej komunikacją miejską.

My zwiedzanie odpuszczamy, z campingu Prapratno wyruszyliśmy po 9, teraz jest już 11:30 a upał taki, że strach okno w samochodzie otwierać. Nie chcemy zamęczyć dzieci i siebie. Skończyłoby się na wydaniu dużej kasy na parking (mimo, że mieliśmy przygotowane kilka miejsc taniego parkowania to wszystko było tam zajęte), zakupie lodów i powrocie do samochodu.

Robimy więc 2 krotnie przejazd przez Dubrovnik od strony południowej i jedziemy dalej na południe – zjemy gdzieś obiad.  Robimy jeszcze fotki widokowe, testuje tutaj też nowy nabytek. Mały kompaktowy ale ambitny aparat cyfrowy. Nie jest źle. Wszystkie fotki z datą pochodzą z niego.

W sumie niewiele brakowało a dojechalibyśmy do Czarnogóry, bo znalezienie odpowiedniej knajpki czyli takiej z parkingiem, blisko drogi i z menu dla naszych dzieci to nie lada wyzwanie.

Ostatecznie po zawróceniu zjadamy smaczny obiad w pensjonacie / restauracji przy głównym skrzyżowaniu w Kupari. Tuż obok znajduje się wielkie centrum handlowe jak na warunki Chorwackie, jest Jusk, KIK i inne marki znane w PL. Tam kupujemy siatki i możemy wracać na naszą piaszczystą zatoczkę….

Oczywiście zapomniałem dać znać załodze, że czeka nas jeszcze jeden punkt na trasie powrotnej – konkretnie widokowy, bo wzgórze SRD nad Dubrovnikiem. Wjazd tam nie jest łatwy i w sezonie raczej bym się nie odważył ze względu na duży ruch i ciągłe mijanki na stromiznach bez barierek. Nasz samochód ani mały ani lekki do tego dość młody i jesteśmy do niego przywiązani… Wjeżdżamy płynnie, temperatura płynu chłodzącego w kilka minut osiąga 105C. Na punkcie widokowym dużo ludzi, ale fotki udało się zrobić, nie mamy problemu z tematem do rozmów, nastąpiła dłuższa chwila ciszy… gdzieś tam 2 godziny później sytuacja wróciła do normy.

Dubrovnik mamy wstępnie zaliczony, wrócimy tu z większymi dziećmi lub najlepiej sami za kilka lub kilkanaście lat.

Na camping docieramy bliżej godziny 16tej, był to nasz najdłuższy wyjazd na zakupy… razem ok 150km.

Skoro tym razem wycieczka była do dużego znanego miasta, następnym razem pojedziemy w jakieś dzikie miejsce.. zapraszam wkrótce 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RoMpB