browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Camping Straśko, kilka dni na Pag-u

Posted by on 22 października 2015

Na  camping  Strasko zawitaliśmy po raz trzeci. Ten pobyt będzie jednak zdecydowanie najdłuższy – zostaniemy 5 dni.

Przez pierwsze dwa dni nadrabialiśmy zaległości w plażowaniu, były to nasze ostatnie dni w Chorwacji, a dopiero pierwsze z porządną pogodą i totalnym luzem czasowym.

Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie odwiedzili miasteczka Novalja, które słynie ze swojego imprezowego charakteru na całą Europę a także i świat. W miasteczku 90% turystów stanowi młodzież głównie z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, pełno jest luksusowych samochodów, w których lansują się młodzi i piękni.. Zdecydowanie nie jest to miejsce dla rodzin z dziećmi, chodź każdy znajdzie tu kawałek miejsca dla siebie – przecież do bardzo rodzinnego campingu Straśko od centrum jest kilkaset metrów. Młodych do Novalji przyciągają imprezy na plażach Zrce, Planjka i pewnie innych, ale nie o tym będziemy tu pisać.

w tych pierwszych dniach udało nam się, bez większego przekonywania wypuścić naszego 4latka pierwszy raz bez pomocy na rowerze.. fakt, że 4 kołowym, oczywiście zabezpieczaliśmy go cały czas, ale jakiś sukces jest – sam objechał 2 razy camping o własnych siłach, duma rozpierała i jego i nas.

Niestety, pech przypomniał o sobie i trzeba było reaktywować hasło ” przecież nie tak miało być „. Otóż rano młody budzi się z zaropiałym okiem, już w nocy nie mógł go otworzyć tak się zakleiło. Nie było sensu czekać, pora działać. Nasz ubezpieczyciel po kilku minutach od kontaktu, stwierdził, że jest niedziela i prywatny lekarz dotrze na camping dopiero jutro, jeżeli w ogóle odbierze telefon (ehh południowy luuuuz). W związku z tym dostaliśmy namiary na najbliższą placówkę medyczną, która mogła nam pomóc – stacja pogotowia w Novalji – po ichniemu „Hitna medicina”, która oddalona była o ok kilometr od campingu. Na miejscu błyskawicznie na podstawie paszportu dziecka i karty EKUZ przyjęła nas przemiła pani doktor, wypisała receptę i wytłumaczyła jak stosować krople do oczu, oraz jak trafić do apteki. Kontakt na miejscu całkowicie w języku angielskim, należą się podziękowania za tempo, jakość obsługi i podejście do młodego pacjenta. Po odwiedzinach apteki w Novalji, czeka nas wycieczka do miasta Pag, gdyż ta apteka będzie czynna dopiero wieczorem, a krople mogłyby już działać. Mamy więc okazję do zwiedzenia wyspy, tym razem najbliższą czynną aptekę (27km) wyznacza nam nawigacja w samochodzie.

Tutaj ważna informacja na przyszłość – w aptece również poproszono mnie o paszport, kartę EKUZ i oczywiście recepty, kwota do zapłaty była symboliczna, lek taki sam jak przepisany kilka miesięcy później w PL. Zalecenia proste – kropić, przemywać rumiankiem, ciemne okulary i wczasowanie bez ograniczeń.

W nagrodę jeszcze tego samego dnia wybieramy się na dłuższe popołudniowe plażowanie i pływanie w okolice miejscowości Metajna – plaża Rucica. Byliśmy tu rok wcześniej, ale tylko na rekonesans, na więcej brakło czasu. Warto tutaj się wybrać, plaża z drobnym żwirkiem, czysta, w wodzie da się wejść z dzieckiem kilka metrów zanim zrobi się głęboko. Fajna wycieczka, dużo wrażeń dostarcza ostry zakręt na końcu Metajny, a za nim bardzo stromy podjazd.

Kolejny dzień minął nam na spokojnym życiu campingowym, zapewne była jazda na rowerze, odwiedzenie wszystkich placów zabaw i plażowanie. Wieczorem wybraliśmy się na objazd rowerami okolic campingu.

Ostatni nasz dzień na Pagu starała się zepsuć pogoda, ale nie daliśmy się. Deszcz zaatakował nas po raz pierwszy podczas przejazdu do najdalej wysuniętej na północ miejscowości Pag-u – Lun.

Na miejscu podziwiamy wielki gaj oliwny, z najstarszymi drzewami liczącymi ponad 1000 lat pomiędzy, które gdzieniegdzie poupychano niewielkie domki. Fotki kiepskie tylko z auta. Na miejscu zakupujemy lokalne oliwki (podobno pyszne, osobiście nie przepadam), oraz oliwę i miodową Rakije – zdecydowanie polecam. Udaje nam się przejść znaczny kawałek wybrzeża, tej spokojnej mieściny, przypominającej Loviste na Peljesacu, fajnie byłoby się tu wyciszyć na kilka dni.

Spacer przerywają nam nadchodzące chmury, schronienie znajdujemy w lodziarni.

Wracając na camping zaglądamy jeszcze do Starej Novalji, lecz nie wysiadamy nawet z auta. Tutaj żegnamy się na stałe z deszczem podczas tych wczasów !

Resztę ostatniego dnia na Straśko spędzamy na plażowaniu, odwiedzinach campingowego mini zoo (rozrasta się co roku), oraz rozciągamy synowi dzień i zabieramy go na zachód słońca.

Pobyt zaliczamy do bardzo udanych, było leniwie, wczasowo ale i z atrakcjami. Wieczorami oglądaliśmy pod markizą mecze mistrzostw świata w piłkę nożną w  Brazylii, transmitowane w naziemnej Chorwackiej telewizji – wystarczy ta sama antena i telewizor / dekoder DVBT co w Polsce.

gdzie jedziemy ? na szczęście jeszcze nie do domu…

P.S. Na campingu Straśko w 2015 roku jakoś w połowie lata przybył basen, a nawet 2 czy 3 – nie wielkie ale zachęcające do przyjazdu, efekt był taki, że w połowie lipca praktycznie nie było wolnego miejsca nawet na kawałku nieparcelowanym – a wydawało się, że tego campingu zapełnić się nie da.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pGsK